Archiwum 16 sierpnia 2004


sie 16 2004 Koniec
Komentarze: 6

To już koniec mojej opowieści. Na pewno napiszę coś jeszcze, kiedy będę miała nową koncepcję. Na razie dla przypomnienia wklejam wszystkie odcinki opowiadania.

Początek końca

Nie będę opowiadać jak to się stało, to bez znaczenia. Ważne jest tylko to, że umieram. Rozsadza mnie od środka całe moje życie, cały świat. Nic nie widzę, nie czuję, nie słyszę. Wiem tylko, że umieram. Kiedy wraca mój umysł przypominam sobie, wszystkie przemyślenia, na temat śmierci. Często myślałam jak to będzie, w wyobraźni snułam dramatyczne scenariusze, a teraz wszystko ma się wyjaśnić. Stanę się udziałem największej na świecie tajemnicy, której nikt na świecie nie rozwikłał. Tajemnicy śmierci.

Poczekalnia

Nie mam ciała, ani żadnej przereklamowanej duszy. Jestem po prostu sobą. Nie czuję, nie widzę, ani nie słyszę ja po prostu wiem. Wiem, że nie jestem sama. Tyle istnień, czekają na coś. Próbuję się dowiedzieć gdzie jestem, ale nikt z czekających nie wie. Wymieniają między sobą myśli pełne lęku, przerażenia, zaskoczenia. Przybywa coraz więcej osób. Nie tylko ludzi, ale i innych dziwnych stworzeń. Wiem, że śmierć i to co jest potem jest taka sama dla wszystkich. Czekam dalej, a choć czas tu nie płynie to chciałabym już się przekonać co będzie dalej, co ze mną będzie.

Moja historia

Powracają moje zmysły i wspomnienia. Czuje swoje ciało, przypominam sobie dlaczego nie żyję. Teraz wspomnienia zalewają mnie ze wszystkich stron. Jak sen nagrany na kasetę i puszczony jeszcze raz w mojej głowie, tyle że z poprawą jakości obrazu i wzmacniaczem realności. Nie widzę już czekających, ale moje dawne mieszkanie, moją samotnię. Widzę szary krajobraz za oknem, bałagan w pokoju. Nie ścielone od tygodni łóżko i wymiętą, zalaną łzami poduszkę. Umieram z żalu, tęsknoty, zgryzoty. To okrutny, powolny koniec. Umieram z miłości.

Spotkanie

Wspomnienia odeszły, a ja zostałam w ciemnym, długim holu. Nie widzę nic, oprócz skrawków światła na drugim końcu korytarza. Przedostawało się pod wielkimi drzwiami. Ktoś je otworzył. Poszłam w tym kierunku, ale korytarz był tak długi, że zanim tam doszłam drzwi się zamknęły. Zauważyłam, że obok mnie ktoś stoi. Odwróciłam się. Zobaczyłam wysokiego mężczyznę, a może anioła. Spojrzał na mnie i powiedział:

- Nie przejdziesz przez te drzwi, jeśli jeszcze raz nie przejdziesz przez swoje życie.

Podróż w przeszłość

Teraz jestem w jakimś wielkim domu, siedzę na wypolerowanej, drewnianej podłodze na którą skapuje coś pomarańczowego i lepkiego. Już rozumiem. Jestem w swoim domu, jako małe dziecko. Chyba właśnie jadłam marchewkę. Wszyscy mi mówili, że byłam grzeczna jak aniołek. Też tak myślę. Nie pamiętam żebym kiedyś sprawiała kłopoty, ani żeby rodzice mówili mi co jest dobre, a co złe. Zawsze sama wiedziałam.

I co teraz? Mam przeżuwać marchewkę?! Nie, idę dalej.

Następny przystanek

Znowu szkoła : ( . Nie, to tylko ten filmowy sen. Przypominam sobie całe to pranie mózgów, ułamki i przypadki, stres, rozczarowanie, odtrącenie. Nie uczyłam się nigdy, nie musiałam. Sama umiałam wystarczająco żeby być jedną z lepszych w klasie. Wszyscy mnie pytali skąd tyle wiem, a ja akurat na to nie znałam odpowiedzi. A jednak nauczyłam się tam kilku nowych rzeczy. Kiedy pierwszy raz usiadłam w szkolnej ławce denerwowałam się jak poprosić o wyjście do łazienki. Kiedy stąd odchodziłam byłam zupełnie inna. Nie wiem czy lepsza, ale na pewno silniejsza, odporniejsza i pewniejsza siebie. I taka bym pewnie była dalej, pewnie bym żyła gdyby nie....

Moja miłość.

Gdy tylko się zobaczyliśmy, od razu wiedziałam, że to ten jedyny. Świat przestał dla nas istnieć. Był ze mną zawsze kiedy potrzebowałam wsparcia czy pomocy. Niemal słyszeliśmy swoje myśli, które wołały tylko jedno: Kocham Cię! Ta sielanka trwała trzy lata. Najpiękniejsze lata mojego życia. Potem wybucha wojna. Najważniejszy człowiek mojego życia stał się teraz jednym z tysięcy pionków w czyichś rękach. Wszystkie kobiety wywieźli w góry, do neutralnej strefy. Pracowałyśmy w fabrykach. Produkowałyśmy części broni, szyłyśmy mundury. Z niewielkiego wynagrodzenia za całodniową pracę nie dało się żyć, ale przetrwałam wojnę. Moje miasto było w kompletnej ruinie. Wybudowano dużo nowych domów, ale swojego ukochanego nigdy nie odnalazłam. Nawet teraz nie wiem co się z nim dzieje., choć taką nadzieję pokładałam w śmierci.

Później było już tylko cierpienie. Nie wiedziałam czy on żyje. Gdyby tak było może by mnie odnalazł. Ja czytałam wszystkie listy poległych, byłam na lotniskach na które przylatywali ocaleni, ale nigdzie nie znalazłam jego imienia.

Chwila refleksji

Znów jestem w ciemnym, długim korytarzu. Rozglądam się za mężczyzną w starych szatach, ale nikogo tu nie ma. Zaczynam się zastanawiać po co to wszystko? Te całe wędrówki w przeszłość. Jakoś nic mi się po tym nie przejaśniło. Wróciły tylko obawy i nadzieje ostatnich dni, tygodni, a może miesięcy mojego życia. Czy on żyje? A jak nie, to czy Go tu znajdę? Nikt nie spieszy mi z odpowiedzią, za to czuję, że szykuje się następny filmowy sen.

Przeznaczenie?

Życie składa się z przypadków. A może nie. Widzę ile rzeczy potoczyło by się inaczej gdybym na przykład przyszła na świat tydzień wcześniej. Przypominam sobie tyle sytuacji kiedy chciałam przycisnąć “save game” i zobaczyć jak potoczą się sprawy. Niestety, w życiu nie ma takiej opcji. Myślę, o chorobie przez którą nie poszłam do szkoły i ominęłam klasówkę. Niby to nie moja wina, ale teraz widzę we wszystkim konsekwencje każdej mojej decyzji. To straszne, a zarazem fascynujące. Nareszcie wiem co by było gdyby... Ale i to ma swój koniec. Ciekawe, co będzie dalej?

Podsumowanie

Odkąd umarłam zdążyłam już chyba myśleć o wszystkim. Ale nie, nie myślałam jeszcze o tym co zostawiam za sobą. Czy w ogóle coś zostawiłam? Nie żałuję niczego co mogłabym robić. Nie zostawiłam żadnych niedokończonych spraw. Swoje życie zamknęłam z chwilą kiedy ostatni raz go widziałam. Od tamtej pory śmierć była moim marzeniem. Nikogo nie obchodzi co się ze mną dzieje, więc nikomu nie zrobiłam krzywdy. Nawet już nie miałam nadziei, że on kiedyś wróci. Czekałam tylko na śmierć i gdy sobie to uświadomiłam zobaczyłam, że drzwi na końcu korytarza stoją otworem.

Waga

Ostrożnie idę w stronę drzwi, jakby każdy gwałtowniejszy ruch mógł je zamknąć. Światło napawa nadzieją, ale nie opuszcza mnie strach przed tym, że śmierć może nie być spełnieniem marzeń. No i stało się. Przeszłam przez drzwi. Znów zobaczyłam tłum z poczekalni. Wszyscy kłębili się wokół wielkiej wagi na której ważono... serca. Nie tych, których sądzono, ale tych, którzy ich kochali. Mężczyzna którego spotkałam w korytarzu był teraz ubrany w lśniące, białe szaty i odczytywał imiona z długiego, sięgającego mu do stóp zwoju. Rozejrzałam się dookoła. Jestem w wielkiej sali, rozświetlonej gwiazdami wiszącymi tuż pod sklepieniem. Na ścianach wyrzeźbiono wszystkie ważne wydarzenia, które miały wpływ na historię wszechświata. Znów spojrzałam w stronę wielkiej wagi. Mężczyzna odczytywał moje imię.

Serca

Weszłam na podest na którym stała waga. Podeszłam do niej, a kilka zakapturzonych osób przyniosło czerwone, bijące, żywe serca. Wyglądały obrzydliwie, jak organy na przeszczep. Gdybym miała normalne ciało, z pewnością bym zwymiotowała. Mężczyzna w białych szatach powiedział, że to serca osób które kochałam. Nie było tam żadnych tabliczek, ale wiedziałam do kogo należały. Przed oczami miałam wszystkie kochane twarze, ale najwyraźniej widziałam Jego. Potem przyniesiono serca tych, którzy Weszłam na podest na którym stała waga, jak to robili wszyscy przede mną. Podeszłam do wagi, a kilka mnie kochali. Zadziwiające, jak bardzo różniły się dwie szale wagi. Ta druga była dużo uboższa, ale On był, dalej jest najważniejszy. Zakapturzeni odeszli, a ja objęłam wzrokiem wielką wagę. Szale były mniej więcej równe.

Wartość miłości

Serc jest tyle samo, nie było żadnej niespełnionej miłości, nie odwzajemnionych uczuć. Ale coś mi nie pasuje, muszę coś zrobić. Serca są takie same. Trzeba nadać im wartość. To nie jest proste, ale jedno jest pewne: Jego serce jest największe. Ta myśl jest bardzo pomocna w ucieleśnianiu swoich uczuć. Jest skalą, przez którą oceniam inne serca. Teraz wszystko jest łatwiejsze. Skończyłam wartościować pierwszą szalę. Druga nie zależy ode mnie. Zmienia się sama.

Trudna decyzja

Powoli zmierzam do końca opowieści. Widzę, że trochę osób zainteresowała moja pośmiertna wędrówka, więc chcę aby czytelnicy pomogli mi zdecydować. Mam napisać Happy End, czy smutne, czy tragiczne zakończenie. Proszę pomoc w tym jakże trudnym wyborze. Wpisujcie w komentarzach, wszystko zależy od was.

Droga

Mężczyzna w białych szatach spojrzał na wagę i powiedział

Teraz czeka cię taka przyszłość na jaką zapracowałaś – i skinął, żebym szła za nim. Wyszliśmy z wielkiej sali oświetlonej gwiazdami. Mężczyzna prowadził mnie przez inne mniejsze pokoje i korytarze. Mijaliśmy po drodze dużo takich ludzi, lub innych stworzeń z przewodnikami. W następnym korytarzu mężczyzna przystaną. Ja też się zatrzymałam. Na końcu ktoś stał. Od razu poznałam, to był On.

Przebudzenie

Pobiegłam do Niego, ale On zmienił się w mężczyznę w białych szatach. W białych szatach? Nie, w białym fartuchu. Nieee!!!

Potem już tylko czasami z okna na trzecim piętrze słychać było cichutkie zawodzenie: nieee

*Koniec*

hidden : :